Film

Take this waltz

Co można powiedzieć o związkach? Co stanowi ich fundament? Dlaczego ludzie nagle odchodzą, dlaczego pozostają. Czym różni się obecny od poprzedniego? Czy zawsze powtarzamy te same nieuświadomione, utarte schematy? Jest coś nowego, fascynującego, lecz jak za dotknięciem magicznej różdżki wracamy do poprzedniej rutyny, nudy, tych samych zachowań. Po raz kolejny zatoczyliśmy błędne koło.
„Take this waltz” podejmuje próbę znalezienia odpowiedzi na te pytania.

Reżyserka zaprasza nas do podróży z główną bohaterką- Margot. Poznajemy ją w momencie balansowania między starą bezpieczną, nudną relacją z Lou, a nowym, nieokiełznanym, intensywnym uczuciem do nieznajomego.

Zainteresowani? Czemu nie, ja też dałam się „złapać”?


Lubię grę Michelle Williams i szczerze mówiąc głównie jej osoba zwróciła moją uwagę w kierunku „Take this waltz”. Spodziewałam się czegoś w klimacie „Blue Valetine”- lekkie z dobrą muzyką, nostalgiczne.
Niestety, ani gra aktorska, ani fabuła, ani ścieżka muzyczna nie były w stanie uratować „Take this waltz”.
Nie wiem czy bardziej irytowała mnie infantylność główniej bohaterki czy maniera (a może był to zabieg celowy?), z jaką robione były ujęcia. Przez 2 godziny czułam się dosłownie osaczona przez kolorowy świat.
Zawsze fascynował mnie dobór koloru, tła, ubioru bohaterów w filmach Almodovara. Każda jego scena jest jak obraz- idealnie dopracowana, harmonijna, spójna z fabułą i bohaterami. W „Take this waltz” gra kolorów jest agresywna, sztuczna i na siłę. Nie są to obrazki, które chciałabym powiesić na ścianie.


Wracając do głównej bohaterki odnoszę wrażenie, że jej dziecinność zabrała całe miejsce w filmie. Margot cierpi na nudę i rutynę nie tylko w związku, ale też w życiu. Cały czas potrzebuje bodźców, by uchronić swój kolorowy, dziecięcy świat przed rozpadem. Dlatego porzuca Lou i wkracza w kolejny związek. Jednak rutyna i nuda powraca, wylewając na Margot zimny kubeł wody.
W moim odczuciu „Take this waltz” z planowanej dysputy nad związkami i ich schematycznością stał się obrazem bohaterki zinfantylizowanej, żyjącej w świecie własnych wyobrażeń, niedojrzałej emocjonalnie. Problem nie tkwi w schematyczności związków Margot, lecz w jej osobie. Patrząc na jej życie codziennie, wypełnione biernością i „nicnierobieniem”, chciałoby się wstać i krzyknąć „Get a life!”.

Tytuł: Take this waltz
Reżyserka: Sarah Polley
Aktorzy: Michelle Williams, Seth Rogen, Luke Kirby
Produkcja: USA, 2011
Czas trwania: 120 minut
Gatunek: komedia,dramat

  • zagubiony omułek

    mi się ten film dość podobał 🙂 kolorowość mnie nie raziła, choć z reguły w filmie szukam minimalistycznych obrazów. taki trochę klimat jak w „juno”. podoba mi się Twoja analiza, aczkolwiek nie oceniałabym bohaterki tak surowo. mnie irytował bardziej jej mąż, który interesował się tylko swoimi kurczakami na milion sposobów i każdą jej próbę zbliżenia się do niego totalnie ignorował. najbardziej chyba rozczarowała mnie ta część filmu, w której margot zamieszkuje z danielem. to już było takie prześlizgnięcie po płyciźnie.

    • readeat

      Dzięki za komentarz.
      No, mąż nie pomagał 🙂 Przypominając sobie ten film mam jednak w głowie głównie obraz dorosłej dziewczynki żyjącej właśnie w takim kolorowym świecie oczekiwań, które nie mają szans się urzeczywistnić. Związek z Danielem został zredukowany praktycznie do jednej piosenki, co odbieram jako próbę pokazania przez reżyserkę pewnego rodzaju schematu związków Margot w przyspieszonym tempie.